Hej! Jestem Sara. Od jakiegoś czasu chodzę do Akademii Łez, a konkretniej do 4 klasy. Moim wychowawcą jest dyrektor Shadow. Jest dość srogi, ale jeśli nie wchodzi mu się w drogę i mu się nie przeszkadza, to można się przyzwyczaić. Jak już mowa o dyrektorach... zastanawiam się nad tym co zaszło w 2 klasie. Rozumiem, że można nie lubić jakiegoś nauczyciela, ale żeby nazwać dyrektorkę głupią i powiedzieć jej to wprost? Masakra! A to przecież 12 letnie dzieci! Ja mam 16 lat i nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła.... Mniejsza o to. Mieszkam w Akademiku, ale na razie nie mam współlokatorki, a chciałaby mieć. Mam nadzieję, że klasa dobrze mnie przyjmie. Zresztą chyba jest spoczko. Jesteśmy najliczniejszą klasą.
Pierwsze lekcje były łatwe i trochę luźniejsze. Nauczyciele są dość fajni, książki ciekawe, a przerwy długie. Jeszcze nie wiem na jakie zajęcia dodatkowe będę chodzić, a można wybrać tylko 3... Postanowiłam, że najpierw poznam swoją klasę, wiec poszłam na dziedziniec, gdzie była większość uczniów Akademii. Szybko schodziłam po schodach. Zbyt szybko. Potknęłam się i spadałam z połowy stopni. Natychmiast wymamrotałam 2 zaklęcia. Jedno do zmiany w Avarta, a drugie- proste zaklęcie wiatru, żeby nie upaść na głowę. Lekko wylądowałam na ziemi. Mimo wszystko poczułam ukłucie wstydu i lekkiego strachu. Przecież jeśli pokażę wszystkim, że jestem Avandą, a w dodatku wygnaną z wioski to raczej nie zyskam przyjaciół. Natychmiast gdy o tym pomyślałam, poczułam ból w przednich łapach. Zawsze tak było. Zawsze gdy poczułam strach, wstyd, lub inne negatywne emocję, rany otwierają się na nowo. Musiałam znaleźć jakieś miejsce na uboczu, gdzie będę mogła przemienić się w człowieka i zasklepić rany zaklęciem uzdrawiającym. Dostrzegłam zacienione miejsce. Trzymając się cienia, żeby nikt mnie nie zauważył, doszłam do zacisznego zakątka. Zdążyłam już zmienić formę i byłam w połowie recytowania formuly uzdrwiającej, gdy coś co zobaczyłam kazało mi przerwać. To nie było "coś". To była Chinka. Siedziała na ławce w cienniu i pewnie dlatego z początku jej nie zauważyłam pomimo jaskrawo czerwonej sukienki. Na kolanach miała otwartą ksiąkę, ale teraz przyglądała mi się z zaciekawieniem. Wstała i podeszła do mnie. Mimowolnie się cofnęłam i... tak potknęłam się o wystający kożeń. Przeklęłam w duchu niezdarne nogi. Czułam przerażliwy bul w nadgarstkach. I coś ciepłego spływającego po dłoni - krew.
-Cześć! Jestem Vilin
Anneris, a ty jesteś Sara, prawda? Chodzimy razem do klasy. Co u ciebie? Ja mam bardzo fajną książke, jak chtcesz to kiedy ją skończę to Ci pożycz... Ohh- jej wzrok padł na moje ręce. - Pomóc Ci? Czekaj zaraz cię wyleczę- i nie czkając na moją reakcje uklękła obok mnie, powiedziała coś, i przestałam czuć bul.- Już. Niema za co.- powiedziała i rozpromieniła się.
- Dziękuję Vilin. Milo mi Cię poznać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz